RSS
 

Co jest najśmieszniejsze w ludziach:

10 maj


Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem.

Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie.

Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości.

Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.

— Paulo Coelho

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I tyle.

28 lis

Nie wiele trzeba. Muzyka i kilka słów.

Zabawne prawda?

Może, a może nie.

A mnie chce się jakoś tak uśmiechać. I to bez wielkiego powodu.

Pierwsze od jakiegoś czasu odruchy ludzkie?

A co mnie to.

Mam ochotę się bawić i śmiać.

I śmieje się właśnie.

Jak głupia do sera. Muzyka mi pomaga właśnie.

A morda po prostu się śmieje.

Szkoda, że tego nie widzisz :)

Pewnie było by się z czego ponabijać :)

A co mi tam ^^

Buźka dla wszystkich. Tak po prostu za coś. Za nic :)

Mała rzecz a cieszy.

A co?

A nie wiem :)

Basen. Taka jedna mordka. Takie kilka słów. I kawałek mnie które gdzieś się cichutko odezwało.

:)

I tyle.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Póki co.

19 lis

Z dedykacją… ;)

 

Nie wiem czy będę w stanie mniej chcieć. Nie wiem czy jest sens w zaprzeczaniu.

Nie wiem nic poza tym, że czuję się wtedy dobrze. Jak bym była na właściwym miejscu.

W końcu mam coś czego chciałam od tak dawna. Zapominam się, ale póki co nie chcę nic zmieniać.

Jest tak, że czasem chcemy czegoś co mamy tuż obok.

Jest też tak, że mamy coś czego nie chcemy tak naprawdę.

To nie tak, że chcę czegoś tylko dla siebie. Tyle, że gdy mam chwilę szczęścia w zasięgu ręki nie umiem się jej wyrzec.

Czy to nie ludzkie?

Najbardziej naturalną z ludzkich potrzeb jest…

Każdy dopisuje co w danej chwili uważa.

Póki co.

Jestem jak klatka w której zamknęłam część życia.

Nic czego nie chce nie wyjdzie na zewnątrz.

Co gdy pręty się rozpadną pod naporem?

Czy jestem na tyle odważna i na tyle silna?

Nie ma we mnie pytań i wahań.

Póki co.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sen

08 lis

Jak dotąd nie przydarzyło mi się to jeszcze nigdy…
Może jednak od początku.
Moim przekleństwem jest śnić sny tak rzeczywiste, że nieomal nie da się ich czasem odróżnić od jawy.
Tak.
Przekleństwo.
Niestety większość moich snów to koszmary.
Można sobie wyobrazić np. oglądanie filmu lecz wyobraźcie sobie teraz, że nagle znajdujecie się wewnątrz.
Pół biedy jeśli to nie horror. Wierzcie mi – nic przyjemnego.
Największym dziwactwem w tym wszystkim jest śnić ” pełnometrażowe” sny.
U mnie nie ma urywków, nic nie mówiących skrawków i obrazów. Jest ciągłość i logiczność.
Plus tego, niestety na obserwacji się nie kończy.
Niestety moje sny są wielowymiarowe. Obejmuje to poza wzrokiem i słuchem również dotyk, zapach i smak.
Tak więc czasem gdy ktoś bije… czuję ból. Budzę się z płaczem lub…
No właśnie. Czasem jak przyśni mi się sen, hm… przyjemniejszy ;) To aż nie chce się budzić…
Wracając jednak do tematu. Dziś opisze pierwszy w swoim „sennym” życiu przypadek kiedy to śniłam…

…że jestem zwierzęciem.

Mimo iż brzmi dość trywialnie, tak nie jest. Przynajmniej nie dla mnie.
Po raz pierwszy byłam istotą której odczucia są nie do pojęcia dla ludzi.
Czułam jak biegnąc używam jakby innych mięśni, jak poruszając się czuję wszystkie cztery ŁAPY.
Nie wiem jakim zwierzęciem byłam bo nie postrzegałam siebie. Wiem, że nie należałam do małych stworzeń.
Dla potrzeb opisu jednak zaryzykuję stwierdzenie, że prawdopodobnie należałam do kotowatych.
Pamiętam wszystko z punktu swojego widzenia.
Jakieś miasto. Pola i lasy. Być może trochę zbliżone do moich rodzinnych stron, z wyjątkiem miasteczka z jakimś urzędem i niedaleko stojącym małym kościółkiem otoczonym metalowym ogrodzeniem. Pamiętam dużo drzew. I trochę pochmurną pogodę. Pamiętam kilkoro ludzi. Kłócących się o coś. Wiem, że nie obchodziło mnie nic poza dziwnymi zapachami które mnie ciągle dekoncentrowały. Dziwnymi dźwiękami które nie były przyjemne.
Idę brzegiem jakiegoś parku i czuję jak pod skórą poruszają się płynnie mięśnie. Czuję każdy krok i ruch z czterech łap. Są silne i jestem świadoma, że to naturalne jak się poruszam. Nie potrafię sobie wyobrazić innego sposobu przemieszczania jak na czterech łapach. A co najlepsze, jestem świadoma ruchu… ogona! Nieźle to musi wyglądać jeśli by to na symbolikę przełożyć :)
Niestety to wszystko prawda. Ogon jest jak… myśli w realnym odzwierciedleniu. Jak nerw reagujący na myśl. Najdziwniejsze jest to, że jako człowiek nie mogący sobie nawet tego wyobrazić… odczuwam to wszystko. Zapach powietrza jest bogatszy o kolory. Światło odbierane przez oczy jest zmienne. Potrafię je kontrolować! Moje oczy są jak przysłona aparatu reagująca na polecenie z myśli.
Pamiętam jak jakaś kobieta mnie dostrzega i zaczyna krzyczeć. Ten krzyk jest jak uderzenie w uszy. Podrywam się i uciekam w zagajnik i na pola. Bieg jest tak łatwy, że nawet nie dziwię się jak lekko i szybko pokonuje długi dystans. Przez jakiś krótki moment jestem jakby świadoma, że jest gdzieś w pobliżu ktoś taki jak ja, partner czy towarzysz wędrówki. Nie postrzegam go jednak jako, partnera życiowego.
Ludzie z miasta puszczają za mną psy. Adrenalina i strach są ogromne. Wiem, że tropią mnie daleko. Po zachód słońca. Kiedy jednak ostatnie promienie nikną za horyzontem nie słyszę już obławy za sobą. Niesamowicie zmęczona i czująca każdy mięsień, po chwili opadam ciężko na bok w jakiejś trawie pod drzewem. Tak naturalnie i tak obco… ale tylko w myślach. Bo ciało jest takie, jak by było po raz pierwszy sobą. Ten sen był NAPRAWDĘ niesamowity.
Niestety nie ma słów które potrafią oddać realnosć i inność tego co czułam. Nie potrafię oddać słowami które okazują sie tak…niewystarczające, co widziałam.
Wiem tylko, że ten sen coś przyniósł ze sobą.
Zmianę. Przełom – we mnie…
Czuję to. Tak po prostu.
Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Czy czas zapolować? Czy uciekać?
Zobaczymy…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wbrew wszystkiemu.

05 lis

Mimo iż nie czuję się najlepiej, mam ochotę się ruszać.

Mimo iż mam złamany mały palec prawej stopy, mam ochotę tańczyć.

Mimo iż nie wszystko jest tak jak być powinno… chce mi się żyć.

I to nie tak byle jak. Tylko troszkę na wyższych obrotach niż dotychczas.

Po prostu mam plan.

Powoli… najpierw muszę wyzdrowieć. Później będzie trudniej…

Tyle, że… chcę.

Brakuje mi tego. Chcę to odzyskać.

Moją magię.

Trzymajcie kciuki.

Do przodu!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tęsknię…

17 paź

Wyłaniający się spośród lasów znajomy krajobraz.

Tak bliski choć tak już zamglony.

Widok rozciągający się zza ostatniego zakrętu tuż przed domem.

Lekko oporna furtka gdy chcę wejść na podwórko.

Szalony głos Grubego który słyszy moje kroki.

Zapachu mieszkania.

Uderzających z każdego kąta wspomnień.

Tęsknię…

Za rodzicami. Tak trudnymi na co dzień…

Brak mi rozmów i troski o wszystko co mało ważne, a najważniejsze…

Tęsknię.

Wiem… normalne.

Nie jest mi tu wcale źle.

Mam czego chciałam i plus-minus mniej niż powinnam…

Może to był błąd. Kto wie.

Idę dalej.

Mam w głowie kilka pomysłów i planów co robić by było lepiej.

Zobaczymy.

Nie długo odwiedzę cmentarze.

Odwiedzę tych których już nie ma. I tych których nigdy nie było.

Może to dziwne, ale kocham ten dzień i wieczór.

Nie halloween. Lecz wizytę przy grobach zmarłych.

Zapomnianych i tych o których nie da się zapomnieć…

Wyjątkowy czas w którym jestem bliżej zamkniętego koła otoczonego magią chwili.

Dobrze ze to już nie długo.

Po prostu tęsknie…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szaleństwo

10 paź

Gdyby sens był w stałości. Gdyby świat miał rozsądek. Gdyby emocje grzeszyły rozwagą…
Obojętność, ból, niespełnienie, obcość, tęsknota niekreślona, silna nie do opisania…
Pusto tu, znów mi źle…Znów strach.
Głupie to wszystko…
Dlaczego ułomność wewnątrz mnie każe mi iść prosto jeżeli ja chcę biec, uciec gdzieś… gdziekolwiek, choć na chwilę.
Z nim… nie.
Sama.
Odurzyć się szaleństwem uczciwości wobec siebie.
Szaleństwo nawiedza mnie w snach…

Trudno tak. Idę.
Trudno tak. Duszę się.
Trudno tak. Umieram.
Znów… po kawałku, po kawałeczku.
Skrawek za skrawkiem. Odzieram się ze mnie przedzierając się przez zasieki codzienności.
Walczę o oddech w oparach szarej dusznej nijakości.
Wokół tylko interesowność. Nic ot, tak.
Wyciągam dłoń i myślę, że gest odwzajemnia człowiek… Mylę się… znów.
Daję ciepło i otwartość… znów dostaję po łapach chorym „zainteresowaniem”
Nie ważne…
Źle mi dziś. Bardzo.
Nie powiem mu bo On się wścieka.
Wiem że chce pomagać.
Niestety nie potrafi.
Czuję że czara się przelewa.
Jeszcze tylko kilka kropel…
Muszę odreagować.
To nic złego.
To tylko…
moje…
…szaleństwo…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na filozoficznie i nie tylko.

27 cze

A powiedział wam kiedyś ktoś, coś?…
Ech. Szkoda słów.
To o eksihibicjoniźmie jakiś czas temu na blogu – malabajka – było trafne.
Lecz jak napisałam jakiś czas temu u odyna :
Każdą prawdę człowiek nosi w sobie. Wie, rozumie, ale nie stosuje.

Gdyby wszyscy robili tak jak rozumieją lub noszą w sobie…
Ekhm…albo lepiej nie…
Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że myślę właśnie jednwymiarowo.
Każdy, a raczej większość z nas, myśli z punktu widzenia siebie. Sądzi po sobie – jak to się ładnie mówi.
I w tym momencie mogła bym powiedzieć, że świat byłby piękny i rozumny bo mam przemyślenia pokojowe i empatyczne (nie to, że uważam się za przykład ideału ;) ) w istocie jednak tak jest, że myślimy o swoim postępowaniu jak o tym właściwym – chociaż nie jest to obiektywne – i tak oceniamy świat i innych.
A tu bym się zdziwiła gdyby się okazało, że jednak więcej ludzi na świecie wolało by jednak przemoc i niekoniecznie uczciwy sposób życia. Więc, lepiej  nie dokańczać tego pogrubionego zdania powyżej.
Powiedzmy jednak (wolę optymistyczny scenariusz) że ludzie wiedząc co jest właściwe powinni tak postepować.
Było by pięknie, bo czyż nie uczyli byśmy sie na błędach? Czy nie było by lepiej gdybyśmy brali przykład i wyciagali wnioski z błędów poprzednich pokoleń?
Czasem mam wrażenie, że dobrze by było zaaplikować sobie taki znieczulacz który w hard-wersji pojawia sie w filmie który kiedyś oglądałam, a zapadł mi w pamięć właśnie dla tego motywu tłumienia emocji – Equilibrium. Żaden tam wybitny film, ale motyw daje do myślenia. Oczywiście tam jest to walniente na poziomie kontroli absolutnej wszelkich emocji i władzy totalitarnej.
Lecz czy to nie nadmierne emocje – destruktywne – ograniczają nas by było zbyt dobrze?
Bunt wobec rodziców i przykładów – po latach rozumiemy że mieli racje ( no dobra – w większości wypadków :) )
Osobiście (żeby nie bylo) jestem za ludzkimi słabościami i emocjami :) Za tym, że emocje i przeżyte bunty pozwalają nam odnaleźć siebie… szkoda że szukanie i popełnianie błędów zajmuje nam całe życie.
Ale gdyby można było stłumić tylko agresje? Tylko egoizm który każe podejmować decyzje krzywdzące innych.
Dobra rozprzestrzeniam się w tematyce o filozofii ludzkiej natury (na poziomie mojego ograniczonego pojmowania świata :) ) a tu nie o to. Naszła mnie myśl i chciałam ją uzewnętrznić. I to właściwie żeby samemu to ogarnąć i zapisać dla zapamiętania że takie cuś mi przez głowę przeleciało. Na jak długo zostanie to już inna inszość.
Bo czyż każdy z nas już tego nie przegryzał? Tych ogłaszanych prawd. Tych wniosków i przemyśleń wszelakich?
Nie dla ogloszenia prawdy absolutnej i oznajmienia światu czegoś odkrywczego się uzewnętrzniam. Mam świadomość stanu rzeczy.
Niby wiem, że wiem – i co z tego?
Nic.
Nic z tego.
My ludzie – kolektyw żyjacy w imaginacji indywidualności.

Robimy to co każdy… tylko podle innego wzoru, lecz nadal to samo. Dochodzimy do wniosków – tych samych co inni, lecz własnych, wiec najważniejszych. Mamy własny świat. Zamknięty w ograniczeniu naszych małych istnień. Czasem dopuszczamy do prób symbiozy z innym małym światem. Naginamy się. Da się? Jasne! Nagle wszystko się da.
Jak fajnie :)
A nie można tak było od razu. W końcu wszyscy jesteśmy w tym jednym naszym małym świecie. I wszyscy chcemy tego samego…
Seksu i pieniędzy – odyn ;P
Ok. Żartowałam.
Żyć i być szczęśliwymi.
Ciągle w drodze…do tego, do czegoś… dążmy.
Lubię was. Nas. Ludzi.

Aaa. Już nie marudzę :)
Wiec ekshibicjonizmu prostego ludzkiego, mojego c.d.

Przeprowadzka w t(ł)oku :) Czyli bajzel na kółkach. Może się nie zamotam w tym szaleństwie.
Tym razem większa sprawa bo jakieś 100km od rodzinnego domku. Ech myślę że jakoś będzie.
W końcu musi być jakaś sprawiedliwość. Była wymiana międzynarodowa -  była.
K. był na moich terytoriach 3 lata…no prawie – był.
Teraz czas na mnie :)
Zobaczymy czy wytrzymam tyle samo w jego świecie.
Do kiedyś. Kawałku mojego swiata. I wam ludki gdzieś tam tkającym swoje własne wzorki w tym naszym świecie.
Kolorów i pomysłów życzę
Buziak.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cholibka! A tu już Maj?!

06 maj

Kolega (ekhm) Odyn mnie ściagnął do pionu.
Przyznaje, nie miałam ostatnio chęci na rzeczywistość wiec pisałam na innym blogu, nierealności moje.
Zła ze mnie gospodyni tego podwórka, zła Mikunia! :(
A tu się tyle działo :) Yess szczęśliwa z P. – gratuluję, Aga staje się mistrzynią wypieków :) a pozostali jak zwykle tworzą swojskość.
U mnie w skrócie:
Palec się zagoił, ale niestety źle i boli. Nerw został jakby na zewnątrz i boli za każdym dotknięciem jakbym się ciachała od nowa :/ Trzeba gdzieś z tym się udać.
W przyszłym miesiacu się przeprowadzam więc niedługo wysyłanie CV na całego.
Majówkę imieninową spędziłam superaśną! Grill przygotowany przez rodziców – MLASK! :D Kiełbaski, czosnkowe pieczywko i rybcia przepisu mamy.
Torcik (bo jakby inaczej) – Mniam!
Aktywnie spędzony na wsi czas – Hurra!
Granie z K. i tatą (60-tka w przyszłym miesiącu) w nogę, siatkówkę i badmintona – Bezcenne! :D
Rowerowanie z K. po okolicznych drogach i lesie – Uff… ;)
Spacerki po ogrodzie. Szkoda tylko że już nie takim jak z dzieciństwa. Tylu drzew już nie ma. Wylegiwanie sie z ksiażką w jednej ręce i zwiniętym w kłebek K. z głową opartą na moim udzie żebym mogła dosięgnąć go drugą – smyrańsko :)
Szkoda że sie już skończyło…
Tu kilka z chwil naocznie :)


Ogród

Mini ogródek mamy

Ogrodowo

Takie cuś sie utworzyło :) Nowa jabłonka na starej.

Czy aby K. nie wygląda tutaj jakby się zastanawiał czy nie zająć uprwą roli? :)

Rowerowo :)

A na koniec… Co by tu rozwalić ?… :D

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do d…

25 lut

Kłopoty co krok, a wśród nich my
Brnąc z trudem, dzień za dniem
Ramię w ramię Ja i Ty
Niczym taniec ślepych ciem
Jeszcze żyjemy…


Codziennosć odbiera mi ochotę na zbędne czynności. Z zapasów sił wydzieram kilka gram, by być razem, by naładować bateryjki na następny dzień. Poza tym nic. Myśli jak to wszystko pogodzić,  jak sprawić by starczyło na wszystko co niezbędne… Nie chce mi się. Zniechęcona jestem, choć idę dalej. Przy nim staram się być dzielna. Ale trudnej jest gdy jestem sama. Nie mówie mu o tym co mnie boli bo będzie chciał żebym szła do lekarza ( kolejna sprawa na którą nie znalazła bym czasu ani kasy) Jest kochany i się martwi ale moja lista tego co mam do załatwienia jest juz wystarczająco „porywająca”.
Chodzę roztrzepana jak stado guzików.
Dziś rozwaliłam palec do kości. Nie krzyczałam, nie panikowałam że krew nie przestaje lecieć. Byłam dzielna. Bo nas co komu narzekanie. Sprawa od tego się nie rozwiąże i nie przestanie boleć. Na razie połowy nie czuje, ale bedzie dobrze. Bandaża nie było więc (uśmiałam się) po przyklejeniu plastra owinęłam chusteczką higieniczną i okleiłam…. taśmą izolacyjną :) Normalnie survival.
Nie ma mnie dla nikogo. Pełzam i znikam gdy mogę. Ostatnio.
Ludzie nauczyli się mnie ignorować, bo jeszcze nie tak dawno potrafiłam mieć (delikatnie mówiąc) nieprzyjazne zachowania. Powiedzmy że ludzie mieli wtedy ze mna takie szanse, jak kulka jeża na sześciopasmówce.
To wszystko jest cholernie depresjonujące. Jak połowa ludzkości ma nie być w depresji?
Idę spać.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS