Cholibka! A tu już Maj?! 2012-05-06 17:23:43

Kolega (ekhm) Odyn mnie ściagnął do pionu.
Przyznaje, nie miałam ostatnio chęci na rzeczywistość wiec pisałam na innym blogu, nierealności moje.
Zła ze mnie gospodyni tego podwórka, zła Mikunia! :(
A tu się tyle działo :) Yess szczęśliwa z P. - gratuluję, Aga staje się mistrzynią wypieków :) a pozostali jak zwykle tworzą swojskość.
U mnie w skrócie:
Palec się zagoił, ale niestety źle i boli. Nerw został jakby na zewnątrz i boli za każdym dotknięciem jakbym się ciachała od nowa :/ Trzeba gdzieś z tym się udać.
W przyszłym miesiacu się przeprowadzam więc niedługo wysyłanie CV na całego.
Majówkę imieninową spędziłam superaśną! Grill przygotowany przez rodziców - MLASK! :D Kiełbaski, czosnkowe pieczywko i rybcia przepisu mamy.
Torcik (bo jakby inaczej) - Mniam!
Aktywnie spędzony na wsi czas - Hurra!
Granie z K. i tatą (60-tka w przyszłym miesiącu) w nogę, siatkówkę i badmintona - Bezcenne! :D
Rowerowanie z K. po okolicznych drogach i lesie - Uff... ;)
Spacerki po ogrodzie. Szkoda tylko że już nie takim jak z dzieciństwa. Tylu drzew już nie ma. Wylegiwanie sie z ksiażką w jednej ręce i zwiniętym w kłebek K. z głową opartą na moim udzie żebym mogła dosięgnąć go drugą - smyrańsko :)
Szkoda że sie już skończyło...
Tu kilka z chwil naocznie :)


Ogród

Mini ogródek mamy

Ogrodowo

Takie cuś sie utworzyło :) Nowa jabłonka na starej.

Czy aby K. nie wygląda tutaj jakby się zastanawiał czy nie zająć uprwą roli? :)

Rowerowo :)

A na koniec... Co by tu rozwalić ?... :D


Tagi: majówka, ogród, ruch

skomentuj (2)

Do d... 2012-02-25 21:24:40

Kłopoty co krok, a wśród nich my
Brnąc z trudem, dzień za dniem
Ramię w ramię Ja i Ty
Niczym taniec ślepych ciem
Jeszcze żyjemy...



Codziennosć odbiera mi ochotę na zbędne czynności. Z zapasów sił wydzieram kilka gram, by być razem, by naładować bateryjki na następny dzień. Poza tym nic. Myśli jak to wszystko pogodzić,  jak sprawić by starczyło na wszystko co niezbędne... Nie chce mi się. Zniechęcona jestem, choć idę dalej. Przy nim staram się być dzielna. Ale trudnej jest gdy jestem sama. Nie mówie mu o tym co mnie boli bo będzie chciał żebym szła do lekarza ( kolejna sprawa na którą nie znalazła bym czasu ani kasy) Jest kochany i się martwi ale moja lista tego co mam do załatwienia jest juz wystarczająco "porywająca".
Chodzę roztrzepana jak stado guzików.
Dziś rozwaliłam palec do kości. Nie krzyczałam, nie panikowałam że krew nie przestaje lecieć. Byłam dzielna. Bo nas co komu narzekanie. Sprawa od tego się nie rozwiąże i nie przestanie boleć. Na razie połowy nie czuje, ale bedzie dobrze. Bandaża nie było więc (uśmiałam się) po przyklejeniu plastra owinęłam chusteczką higieniczną i okleiłam.... taśmą izolacyjną :) Normalnie survival.
Nie ma mnie dla nikogo. Pełzam i znikam gdy mogę. Ostatnio.
Ludzie nauczyli się mnie ignorować, bo jeszcze nie tak dawno potrafiłam mieć (delikatnie mówiąc) nieprzyjazne zachowania. Powiedzmy że ludzie mieli wtedy ze mna takie szanse, jak kulka jeża na sześciopasmówce.
To wszystko jest cholernie depresjonujące. Jak połowa ludzkości ma nie być w depresji?
Idę spać.

Tagi: depresja?

skomentuj (3)

Mój świat ma to do siebie... 2011-12-31 23:21:05

 Masz przed sobą kilka zadań podstawowych w punktach o niższym lub wyższym priorytecie.
- Żyć - ...ba!
- Dostosować sie do reguł panujących wokół!
- Przyjmować to wszystko jako rzeczywisość niekwestionowaną.
- I jeszcze masz się z tego wszystkiego cieszyć, że w ogóle masz taką możliwość!

Z grubsza sie zgadza. Żyjemy bo nie mamy innego wyjścia (no niby zawsze jest inne wyjście... ale nie polecam, skoro już jesteśmy to spróbujmy. W końcu i tak umrzemy to co szkodzi spróbować)
Jesteśmy tu pod prawami obecnymi i narzuconymi które ukierunkowują nasze istnienie w mniejszym lub większym stopniu.
MUSIMY się uczyć (to zrozumiałe i napędza nas do tego nasza własna natura) przez pół życia ( znaczy tak formalnie, bo praktycznie to przez całe życie ) W między czasie MUSIMY się określić kim będziemy i jak spędzimy życie. MUSIMY podejmować pracę i zakładać swoje gniazdka w celu przedłużania rodu (co coraz bardziej się od stereotypu oddala ) No i po prostu zarabiać żeby żyć, żyć żeby zarabiać. Robić co każą przepisy i prawa mieszkając, pracując, jeżdżąc... żyjąć i umierając... bo przecież żeby umrzeć musisz kupić miejsce na cmentarzu i zapłacić za pogrzeb, trumnę i księdza...ech
Dość o końcu. Zatrzymajmy sie jednak na trwającym życiu. Za życie też trzeba płacić.
Złudzenie życia w wolności osobistej i wolności słowa... he, życie raczej w niewidzialnej klatce. Podwieszeni za łapki na sznurkach jak kukiełki.
Sprubuj sie wyrwać. Nie zapłacić, nie wypełnić papierka, nie zdać sprawy przed kimś. Kara, grzywna, kłopoty.
Możesz sobie marudzić, byle pod nosem. Podejmujesz decyzje i robisz co chcesz - miraż.

Dobra, nie rozpędzam sie w narzekaniu na system bo nie o to cała sprawa. Nie mam nic przeciwko zasadom jako takim które określają nam życie ułatwiając je i dając pewne granice. W końcu co by nam przyszło bez zasad których byśmy się trzymali. Schemat naszego życia jest jednak tak programowy, że aż boli.
Marudzę Noworocznie.
Narzekam podsumowując rok za rokiem. Zmieni sie cyfra, zmieni sie rząd, zmienią prawa i kilka zasad. Dojdzie kłopotów i trosk... Postanowimy jak co rok coś nowego i będziemy się cieszyć że znów mamy nową szanse... A to że bagaż zabieramy z zeszłego roku to co? Że długi i zobowiązania nie znikną? Że problemy sie nie rozwieją i trzeba będzie stawiać czoła nowym wymaganiom i trudom.
Pesymisto-fatalistyczne spojrzenie? A skądże  :)
Marudzę.
Wiem ze nadzieja to nasze przyrodzone prawo by łatwiej sie żyło. Dla takiej nadzieji są te celebrowane chwile jak dzisiejsza. Żeby odrodziło się znów w nas więcej tego co dobre. Żeby przypomnieć sobie, że są też ta piękne chwile... mimo wszystko.

K. w pracy (skądinąd beznadziejnej, ale kasa potrzebna zeby żyć) ja sama w mieszkaniu, wokół już wypróbowują petardy. Za nie całą godzinę będzie Nowy Rok 2012 i mimo iż widzę nasz świat w Matrixowym układzie złożonym który nie pozostawia nam zbyt wiele...
Życzę wszystkim i sobie też żeby był lepszy niż obecny. Żeby zdrowie dopisywało, bo bez tego to już dubelt trudno trwać w systemie istnienia. Żeby w trudach codzienności znajdować siebie, swoje marzenia i pasje które pokoloruja nam ten szary byt. Drugiej osoby która podźwignie z nami do spółki tą codzienność i nada jej więcej sensu. Żyjmy więc najpełniej jak sie da i wciskajmy między ograniczenia tyle nas ile wlezie.
A więc dużo zdrowia i kasy, a z resztą sobie jakoś poradzimy ;) co nie robaczki?

 


Tagi: nowy, życie, rok, 2012, nakazy, marudzę

skomentuj (3)

Zima :) 2011-12-05 20:16:11



 Co wam powiem, to wam powiem, ale w ogóle nie tęsknie za zimą (mam na myśli ogólnie rozumiane pojęcie - śnieg mróz i piknie biało)
Co ja mogę, że jestem użytkowniczką buma, a bum ma w zwyczaju: zamarzać, nie lubi sie odpalać, lubi żeby go skrobać (zboczuch pieszczochowaty) uwielbia ślizgać się na ulicach i ma ( już przerobione) tendencję do bawienia się przy tym z innymi bumami w berka. Kiedyś wyglądał (z pominięciem tych sopli) jak ten na zdięciu... Pewnie sąsiedzi mieli ubaw gdy widzieli jak się z K. próbujemy dostać do drzwi z dłutkami, kując 1,5 centymetrową pokrywę lodową. Koszmar!
Ja nawet z łopatą i reklamowką piachu w zeszła zimę jeździłam :/
Nie lubię zimy... mogła bym wymieniać dlaczego tak jest jeszcze długo. Ale dla równowagi nadmienić dla oddania sprawiedliwości trzeba że są aspekty dla których jestem skłonna ....grrrr przyznać że... lubie czasem zimę...
Ok. Jest ładnie jak szarość jest przykryta dyskretną pierzynką skrzącego sie świeżutkiego śnieżku :) jak błyszczy się i mieni w słońcu. Lubiłam jako dzieciak wędrowkę do kościoła z rodzicami na pasterkę w ciemnościach nocy po skrzypiącym śniegu, ślizgając sie z bratem na wyścigi... Budowanie iglo na podwórku. Jeżdżenie po lodzie na zamarzniętym stawie koło domu. Kuligi. Jak panienką będąc na sylwestrze z chłopakiem... o północy wyjście na mróz w blasku sztucznych ogni... jego marynarka na moich ramionach ;P Spacer po skrzypiścym lodzie. Można sie potknąć żeby meskie ramię przygarnęło, wesprzeć sie na nim... ;) Ech...
W sumie wracając do zrzędzenia. Zimy nie lubię. Teraz nie będąc dzieckiem, nie siedząc w ciepłym pokoju w blasku świec w ciepłym ukochanym swetrze, z miękkim kocem wokół nóg i kubkiem pełnym pysznej kawy, lub pysznej liściastej aromatycznej herbaty... Nie doceniam tych piekności zimy. Widzę chlapę, przemoknięte buty, przemarznięte odnóża i kończyny wszelakie, grymaszące auto i nie przejezdne drogi. Nie lubię zimy. Cieszę się (mimo iż rozumiem, że to nie najlepiej w ostatecznym rozrachunku dla wszystkich) ze stanu naszej pogody do tej pory... Jak dla mnie zima mogła by trwać tylko w Wigilię i trwać do 2 dnia nowego roku. No ostatecznie od mikołaja do Nowego Roku żeby klimatycznie było, ale to już koniec ustepstw.
Pozdrawiam. Zmarźluch.

I zeby nie było. Jak już piszę to sie rozpisuję ;) Chociaż jak znam siebie to i tak był Drastyczny Skrót Telegraficzny mojego zdania na temat zimy, w skrócie DST (nie mylić z francuską agencją wywiadowczą :D )

Tagi: zima

skomentuj (6)

Co jest grane?! 2011-11-08 17:06:07

Niech mi ktoś powie po co to wszystko? Chyba jestem starej daty ;) Nie przypadł mi do gustu na wejściu ten dzisiejszy "remont generalny" blogaska. Co wy o tym myślicie?
Niby testowałam to-to, i ma dużo dobrych stron, ale ma i minusy...
Oj, oj ma.
Tu było cichutko i nie reklamowo. Nie bajerancko i kameralnie....
Aaa za stara jestem na takie awantury :)
Dobrze że na siłę nie zmieniają starych blogowiczów bo chyba bym się wyprowadziła :D

Tagi: blog, remont

skomentuj (8)

Inna strona mnie
Blog

Ktosie
odyn
zagwozdka
mała bajka
yesabel
alkithilien

Zaglądniki moje
W świecie wyobraźni nowy stary ktoś ;)
Simon's Cat Mój ulubieniec :)
zwidy.blog kawałek innego świata
Wawrzyniec Prusky